Get Adobe Flash player

Fundacja decyzją nr 118/2014 z dnia 27.02.2014r. wydaną przez Ministra Administracji i Cyfryzacji rozpoczęła zbiórkę pieniędzy na pomoc dla Krzysztofa Chwałek chorego na rozległą rozedmę obu płuc, poprzez pokrycie kosztów leczenia, zakupu leków, rehabilitacji, dojazdów na wizyty lekarskie, konsultacji oraz pobytu członka rodziny przy chorym w trakcie i po operacji.

Mam 37 lat. Mieszkam z żoną Ewą i 4,5 letnim synem Mateuszem w Nowym Dworze gm. Syców w województwie dolnośląskim. Od dzieciństwa miałem kłopoty ze zdrowiem, często chorowałem na zapalenie oskrzeli i płuc.  Po długim leczeniu i ciężkiej batalii chodzenia od lekarza do lekarza, w końcu stwierdzono u mnie POCHP – przewlekłą obturacyjną chorobę płuc. W pierwszej połowie 2013 roku stan mojego zdrowia gwałtownie się pogorszył, nastąpiło uszkodzenie serca, będące konsekwencją przewlekłej niewydolności oddechowej i nadciśnienia płucnego. Udałem się do kilku lekarzy (w Kaliszu, w Wolicy, we Wrocławiu), którzy potwierdzili bardzo zły stan mojego zdrowia i kwalifikację do przeszczepu. Przemieszczałem się od szpitala do szpitala. W sierpniu przeszedłem mnóstwo badań na oddziale kardiologicznym w Szpitalu Wojskowym we Wrocławiu, gdzie wykluczono zatorowość płucną, lecz serce jest uszkodzone i zmęczone przez nienatlenioną od dawna krew.

Diagnoza jest jednoznaczna – przeszczep płuc !

Operacja przeprowadzona będzie w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu - wpisany jestem na listę biorców w Poltransplancie. Każdy dzień to walka z trudnościami w oddychaniu, oczekiwanie na telefon z wiadomością, że znalazł się dawca oraz utrzymywanie się w nadziei , że operacja powiedzie się jak najlepiej.

Obecnie poddawany jest całodobowej tlenoterapii, co utrzymuje mnie przy życiu. Wymagam stałej i specjalistycznej opieki lekarskiej, korzystam z pomocy rehebilitanta, który sprawia, że mój oddech jest łatwiejszy.  Muszę kilka razy dziennie przyjmować leki, dbać o odpowiednią dietę oraz unikać wszelkich infekcji. Wszystko to jest bardzo kosztowne.

Praktycznie 24 h/na dobę  "przykuty" jestem do koncentratora tlenu w domu, mam niewielkie możliwości, by wyjść z domu, gdyż potrzebuję przenośnego tlenu. W tej chwili korzystam w niedużych butli tlenowych, które dostarczają mi tlenu na nie więcej niż 4 godziny. Koszt wypożyczenia takiej butli to 40 zł co daje mi 10 zł za jedną godzinę wyjścia na zewnątrz. Od grudnia 2013 jestem na rencie chorobowej z tytułu całkowitej niezdolności po pracy.

Zwracam się do wszystkich ludzi dobrego serca o wsparcie mnie w tych trudnych chwilach, o pomoc finansową dla mnie, na moje leczenie bym mógł wyzdrowieć i cieszyć się życiem i wychować mojego syna.

Wpłaty dla Krzysztofa można dokonywać na specjalnie wyodrębniony rachunek bankowy przeznaczony tylko i wyłącznie na ten cel:

Fundacja Świat z Uśmiechem

ul. Kopernika 6, 56-400 Oleśnica

rachunek bankowy nr 33 1240 1994 1111 0010 5642 2851

z dopiskiem dla Krzysztofa Chwałka

Kod SWIFT dla przelewów z zagranicy: PKOPPLPW, kod kraju: PL

 

 
Fundacja Świat z Uśmiechem informuje, że podczas zbiórki publicznej zgodnie z decyzją nr 224/2013 z dnia 17 czerwca 2013r. Ministra Administracji i Cyfryzacji w dniach od 21 czerwca 2013r. do 31.12.2013r. zebrano 1.265.249,69 PLN (słownie: jeden milion dwieście sześćdziesiąt pięć tysięcy dwieście czterdzieści dziewięć złotych 69/100). Środki zostały wydatkowane na pokrycie kosztów przeszczepu płuc w Klinice w Wiedniu podopiecznej fundacji oraz leczenie po przeszczepie i rehabilitację, a także pobyt osoby towarzyszącej w Wiedniu. Leczenie i rehabilitacja Pani Justyny jeszcze się nie zakończyły, więc pozostałe jeszcze środki zgromadzone na koncie Fundacji będą nadal przeznaczane na ten cel.

Więcej…

 

Nazwa zadania: "Profilaktyka zdrowotna dzieci i młodzieży zamieszkałych na obszarach o przekroczonych standardach jakości środowiska z miasta Wrocławia". W turnusie tym uczestniczyło 80 osób z terenu Dolnego Śląska. 55 dzieci z miasta Wrocławia zostało objętych dofinansowaniem ze środków Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej we Wrocławiu.  W czasie trwania turnusu dzieci i młodzież uczestniczyły w różnego rodzaju konkursach, grach i zabawach zespołowych, były także organizowane wycieczki piesze i autokarowe. Całkowity koszt zadania wyniósł 88.224,61 PLN. Z tego kwota dofinansowana przez WFOŚiGW we Wrocławiu wynosi 7700,00 PLN.

Link do strony Funduszu: www.wfosigw.wroclaw.pl.

 

W turnusie tym uczestniczyło 55 dzieci z terenu Dolnego Śląska. Kolonia ta została sfinansowana przez Kuratorium Oświaty we Wrocławiu. Program kolonii zawierał tytuł „Ja i Ty bezpieczni w domu i w szkole” my dodaliśmy bezpieczni w Ustroniu Morskim. Wychowawcy, ratownicy, kierownik kolonii i ośrodka oraz Pani pielęgniarka organizowali uczestnikom pogadanki, prelekcje związane z bezpieczeństwem w ośrodku wypoczynkowym - jego terenie i poza nim, w domu, w szkole, w mieście i na wsi w kontaktach z nieznajomymi - „Obcy – może być groźny”, w wodzie, na drodze, na ścieżce rowerowej. Koloniści z radością uczyli się piosenek kolonijnych, brali udział w konkursach: „Rzeźba z piasku”, „Pokazie mody na wesoło”, „Randka w Ciemno”, „Turniej wiedzy”, „Rozgrywkach sportowych”, „Mam talent”. Inne atrakcje to: chrzest kolonijny, zabawy integracyjne w grupie kolonijnej, dyskoteki z innymi koloniami: Zielonej Góry i Zakopanego, poczta kolonijna. Wspaniale bawiliśmy się w Western Parku w Ustroniu Morskim, gdzie poznaliśmy zwyczaje i kulturę Dzikiego Zachodu. Indianie uczyli nas tańca Cauntry, widzieliśmy pokazy kaskaderskie i rewolwerowe, poznaliśmy historię zwierząt będących w mini zoo kowbojskim. Chętni mogli przejechać się kładem lub konno. Odbyliśmy pieszą wyprawę do starego lotniska Bagicz idąc promenadą przez Sianożęty, gdzie widzieliśmy stare bunkry i hangary dla samolotów z czasów II wojny światowej. Podjęliśmy współpracę z Centrum Kultury w Ustroniu Morskim i uczestnicy naszej kolonii z zaangażowaniem brali udział w warsztatach plastycznych i akwarelowych. Starsi koloniści obejrzeli film kinowy w amfiteatrze w Ustroniu Moraskim. Na tym turnusie obywały się wycieczki rowerowe do latarni morskiej w Gąskach – trasa trudniejsza dla starszych kolonistów i do latarni morskiej w Kołobrzegu wraz ze zwiedzeniem Muzeum Minerałów w Kołobrzegu - trasa łatwiejsza dla młodszych. Ciekawą atrakcją był Skansen Chleba w Ustroniu - koloniści mielili ręcznie ziarna pszenicy na mąkę i przyglądali się pracy mieszadeł do wyrobu ciasta chlebowego, po czym przyglądali się dawnym wypiekom chleba. Poznali stare urządzenia gospodarstwa domowego związane z prowadzeniem domu, ich działanie oraz przeznaczenie. Z wizytą na naszej kolonii byli iluzjoniści „Magik i wróżka”, którzy odkryli rąbek tajemnicy świata magii, prowadzili konkursy z nagrodami dla kolonistów i dla wychowawców. Oprócz tak wielu atrakcji małego miasteczka Ustronie Morskie, chyba najwspanialsza była słoneczna pogoda pozwalająca na bezpieczne kąpiele pod opieką ratowników w Bałtyku. Uczyliśmy się też robienia przemyślanych zakupów, racjonalnego gospodarowania pieniędzmi i pisania oraz wysyłania kartek pocztowych. 14 dni kolonijnych bardzo szybko minęło, pozostały niezapomniane wspomnienia.

 

Wiadomość od Magdy Gachowskiej (siostry Justyny Piotrowskiej).Justyna jest po przeszczepie!
Potrzebujemy dużo czasu, ciszy i spokoju. Jesteśmy po bardzo wyczerpującym fizycznie i psychicznie czekaniu, a teraz jeszcze więcej przed nami. Po licznych badaniach tu na miejscu okazało się, że nie mogę jednak być dawcą dla Justyny. Jej wynik PRA powodował, że tylko 40% ludzi ze zgodną jej grupą krwi mogłoby oddać jej swój organ. Ja znalazłam się w tych pozostałych 60%. Teoretycznie lekarze z AKH mogli nas odesłać do domu. Byli jednak pod wielkim wrażeniem tego co wydarzyło się w naszej sprawie w Polsce. Jest tu wielu naszych rodaków wśród pracowników AKH: lekarze, pielęgniarki, terapeuci. W praktyce, przyjęli możliwość przeszczepu mieszanego: fragment płuca od mamy i drugie od zmarłego dawcy. Trzeba było czekać, czekać, czekać… Justyna słabła fizycznie i psychicznie … siedziałyśmy z nią w szpitalu zupełnie bezsilne.
Dziękuje za wszystkie maile i smsy ze słowami wsparcia i otuchy. Przepraszam za nieodebrane telefony i brak odpowiedzi, ale szpital, ból i cierpienie najbliższych to nie miejsce na rozmowy telefoniczne. Nie ma na to siły ani czasu. Był i jest za to strach. Ostatecznie okazało się, że po wielu dniach oczekiwania jest dawca, a płuca są na tyle duże i silne, że powinny wystarczyć Justynie i w ten sposób mama też uniknęła operacji. Jej siła, mądrość i wsparcie jest nam tu niezbędna.
W tym miejscu bardzo prosimy o chwilę zadumy i modlitwę za Dawcę i jego Rodzinę. To wielcy ludzie, którzy zgodzili się nie zakopywać w ziemi tego, co dla innych może oznaczać życie.
Justyna leży nieprzytomna pod masą sprzętu. Nie wiemy jak długo to potrwa. Mamy wielką nadzieję, że wszystko będzie dobrze, ale na to potrzeba duuużo czasu. W kwestii telefonów, wywiadów itp. nie spodziewajcie się zbytniej zmiany. Myślę, że każdy z Was w takiej sytuacji zachowałby się tak samo. Jesteśmy tu dzięki Wam i właśnie dlatego, gdy następuje pewna, radykalna zmiana i mamy jeszcze odrobinę siły, staramy się przekazywać informacje. Nie za dużo i nie za często, żeby nie zapeszyć. Ci co są z nami od dawna wiedzą, że bywało już tak, że gdy tylko zdążyliśmy się ucieszyć, że jest lepiej, robiło się dużo gorzej i trudniej.